loader

SONDA

Czy jesteś za wprowadzeniem zakazu aborcji?

Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

Grzegorz Tuderek: Kogo obchodzą Radek, Donek i Bronek?

Data dodania: 2014-04-02 18:50

 
Czyli co wiemy o Ukrainie?  Jeśli wierzyć polskim dziennikarzom relacjonującym wydarzenia w tym kraju, mieszkańcy Kijowa, Równego, Lwowa, Odessy, Iwano – Frankowska to szczerzy demokraci pragnący nawet za cenę życia wejścia swej ojczyzny do Unii Europejskiej. Wyrazicielkami ich marzeń stały się partie takie jak: Batkiwszczyna, Swaboda i Prawy Sektor. 
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ponura postać prezydenta Rosji Władimira Putina, który korzystając z wewnętrznego konfliktu u sąsiada bezprawnie i bezczelnie zajął Krym. Potwierdzając tym samym iż jest w prostej linii spadkobiercą, kontynuatorem i wcieleniem Stalina. Jeśli nic nie zrobimy Ukraińców czeka knut, kibitki i Sybir.
 
Teraz, naszym obowiązkiem, jest uświadomienie Francuzom, Niemcom, Holendrom i Anglikom, że żarty się skończyły. Czas zwiększyć wydatki na zbrojenia, przesunąć bazy NATO na teren Polski, republik nadbałtyckich, a jak się da to na samą Ukrainę. By wspólnymi siłami zagnać rosyjskiego niedźwiedzia do klatki. 
 
Gdybyż ci politycy i dziennikarze głoszący takie poglądy lepiej znali historię i język angielski bez trudu odkryliby, że już w 1839 w identycznym tonie, używając niemalże tych samych argumentów, pisała o Rosji carskiej londyńska prasa. Wtedy chodziło o interwencję zbrojną Wielkiej Brytanii w Afganistanie. Ówczesny rząd Jej Królewskiej Mości uznał, że Rosjanie zbyt śmiało poczynają sobie w tym kraju i wysłał armię pod dowództwem generała Williama Elphinstone’a by przywróciła porządek. Brytyjscy politycy dowodzili, że jeśli Car chce uczynić z afgańskich górali Rosjan, to obowiązkiem poddanych królowej Wiktorii jest uczynienie z nich Anglików. W gazetach roiło się od fantastycznych oskarżeń. Pisano na przykład, iż widziano rosyjskich żołnierzy w Zatoce Perskiej! Nic dziwnego, że brytyjska Admiralicja natychmiast odprawiła w ten rejon silną eskadrę okrętów wojennych.
 
W roku 2003 ten sam scenariusz powtórzą Amerykanie atakując Irak. Znajdą się dziennikarze, którzy opiszą rosyjskich oficerów najemników kierujących obroną przeciwlotniczą armii Saddama. Że o broni masowego rażenia nie wspomnę. Finał w jednym, jak i drugim przypadku był podobny. W styczniu 1842 roku afgańscy wojownicy wybili do nogi wycofujące się z Kabulu brytyjski oddziały. Wieść o klęsce przyniósł do Dżelalabadu jedyny ocalały, lekarz wojskowy dr Byrdon. Amerykanie wycofali się z Iraku pozostawiając kraj w ruinie, rozdarty wewnętrznymi konfliktami, korupcją i brakiem nadziei na lepsze. 
W identycznym tonie pisano o Rosyjskim Imperium w czasie Wojny Krymskiej. To wtedy, jak się okazuje, na stulecia utrwalił się fatalny wizerunek Rosji w  brytyjskich i francuskich mediach. 
Nie wiemy czym zakończy się ukraińska rewolucja. Nie wiemy, czy zaplanowane na 25 maja br. wybory prezydenckie będą spełniały europejskie standardy. Nie wiemy też jakie plany względem Kijowa ma prezydent Putin. Polscy dziennikarze opuścili Majdan, bo nie leje się na nim krew i nie ma czego pokazywać.
 
 W sensie politycznym polska dyplomacja poniosła, kto wie czy nie największą w ostatnich 25 latach klęskę. Podobno Polska jest najlepszym ambasadorem Ukrainy w Europie – tak mówi prezydent Komorowski, tak mówi minister spraw zagranicznych Radek Sikorski. Dlaczego zatem ani premier Andrij Jaceniuk ani pełniący obowiązki prezydenta Ołeksander Turczynow nie odwiedzili Warszawy? By wyrazić wdzięczność choćby za pielgrzymki części polskich polityków na Majdan i gromkie okrzyki „Sława Ukarainie, Herojom Sława”?
 
 Jaceniuk był w Brukseli, Londynie, Waszyngtonie, Berlinie… Warszawy nie zaszczycił. O Moskwie nie ma co nawet wspominać. Minister Ławrow z Sikorskim rozmawiać nie chce i ostentacyjnie daje to do zrozumienia. Prezydent Komorowski nie może zadzwonić do Władimira Putina, by dowiedzieć się choćby, o co Rosjanom chodzi. Dla lokatora Kremla partnerami takich bilateralnych rozmów są kanclerz Angela Merkel, premier David Cameron, prezydent Barack Obama, ewentualnie prezydent François Hollande.
 
Dlatego między bajki możemy włożyć zapewnienia, iż polski punkt widzenia na sprawy Rosji i Ukrainy jest podzielany przez europejskie stolice. Prawda jest taka, iż jeśli minister Ławrow ustali coś z amerykańskim sekretarzem stanu Johnem Kerry w kwestii przyszłości Kijowa i okolic, to zostanie to szybko i sprawnie wykonane. I nikt Radka, Donka i Bronka nie będzie pytał o zdanie. Zwłaszcza, że wiedza polskiej dyplomacji i jej kontakty na Wschodzie są bardziej niż żałosne.
 
Szkoda, że opinia publiczna nie zdaje sobie z tego sprawy. Szkoda, ze partie opozycyjne nie są dziś w stanie zareagować na uprawianą przez rząd tanią propagandę wojenną. Szkoda, że dziennikarze miast dociekać prawny, ograniczają się do roli stojaków do mikrofonów. Lecz nie wolno się dziwić, jeśli niektórzy relacjonujący wydarzenia na Majdanie i na Krymie nie znali ani języka ukraińskiego ani rosyjskiego. Ich znajomość także wśród polskich polityków nie jest zbyt rozpowszechniona. A przecież język wroga trzeba dobrze znać. 
 
Zdumiewa fakt, iż jak dotychczas nie objawił się w mediach ani jeden Polak z profesorskim tytułem, o którym można byłoby powiedzieć, iż jest ekspertem od spraw ukraińskich i legitymuje się poważnym dorobkiem naukowym. Zmarły w 2009 roku profesor Florian Nieuważny był chyba ostatnim, który nie tylko dobrze znał naszego wschodniego sąsiada, ale też miał w Kijowie wielu przyjaciół. Z całym szacunkiem, Aleksander Kwaśniewski i Marek Siwiec to jednak nie ten rozmiar kapelusza. 
 
Polska nie może czuć się bezpieczna, jeśli jedyne na co nas stać to potrząsanie szabelką i chowanie się za plecami silniejszych partnerów w NATO i Unii Europejskiej. Żyjemy w takim miejscu w Europie, iż naszym obowiązkiem jest wiedzieć, co dzieje się u sąsiadów. I na zimno, bez emocji, wyciągać wnioski. 
 
Konferencje prasowe premiera i prezydenta na tle dział i samolotów nie zstąpią rzetelnych, analiz. Są świetne jako element kampanii wyborczej, i zupełnie nieprzydatne jako podstawa polityki względem Rosji i Ukrainy. Ta wiedza jest nam bardzo potrzebna, bowiem kryzys za wschodnią granicą dopiero się zaczyna i nikt nie wie jak długo potrwa. My zaś jako kraj jesteśmy nieprzygotowani,
 
Grzegorz Tuderek

Zobacz profil polityka: Grzegorz Tuderek

Komentarze